Zanim powstały prawdziwe roboty, najpierw pojawiła się ich wizja – w teatrze, literaturze i wyobraźni projektantów. Technologia przyszła dopiero później. Właśnie o tym jest historia robotów: o świecie, w którym pomysł wyprzedza rzeczywistość.

Kiedy byłem małych chłopcem…
Mamy w naszej kolekcji kilka robotów: mają prostokątne, plastikowe ciała, nadrukowane wskaźniki i oczy przypominające lampki kontrolne. Są nakręcane na kluczyk, a kiedy się je uruchomi, idą powoli przed siebie poruszając sztywnymi ramionami. Większość z nich pochodzi z byłego Związku Radzieckiego, Węgier i Polski — zza tzw. „żelaznej kurtyny”.

Takimi robotami bawiłem się jako mały chłopiec. Pamiętam wieczory w ciemnym pokoju, kiedy kosmiczne zabawki ożywały w mojej wyobraźni. Małe plastikowe roboty, rakiety i statki kosmiczne były zapowiedzią przyszłości. Patrzyłem na nie i zastanawiałem się: jak będzie wyglądał nowoczesny świat i co będę robił, gdy będę już „duży”?

Jest w tym pewien paradoks. W czasach, gdy powstawały te zabawki, prawdziwe roboty humanoidalne jeszcze nie istniały. A jednak, wszyscy wiedzieli już, jak będą wyglądać. Skąd więc wzięła się ta wizja?
Słowo, które zmieniło przyszłość
Historia robotów zaczęła się nie w laboratoriach, lecz w teatrze. W 1920 roku czeski pisarz Karel Čapek opublikował dramat R.U.R. (cz. Rossumovi Univerzální Roboti, czyli Uniwersalne Roboty Rossuma). To właśnie tam po raz pierwszy pojawiło się słowo „robot”. Pochodzi ono od czeskiego słowa „robota”, oznaczającego przymusową pracę.

Roboty w sztuce Čapka nie były metalowymi maszynami — były sztucznymi ludźmi produkowanymi w fabryce, stworzeniami przeznaczonymi do pracy zamiast człowieka. Pomysł okazał się niezwykle atrakcyjny — w ciągu zaledwie kilku lat słowo „robot” weszło do wielu języków świata i zaczęło żyć własnym życiem. Zanim powstała technologia, powstała idea.
Roboty z wyobraźni
W połowie XX wieku roboty stały się stałymi bohaterami literatury science fiction. Jedną z osób rozwijających tę wizję w niezwykły sposób był Stanisław Lem. W „Bajkach robotów”, czy „Cyberiadzie” roboty nie są jedynie maszynami do pracy. Tworzą cywilizacje, prowadzą wojny, filozofują i popełniają błędy. Lem pokazuje w swoich powieściach świat, w którym roboty są ważnym elementem kultury — a czasem nawet bardziej ludzkim niż ludzie.

To ważna zmiana. Robot przestał być tylko narzędziem: stał się bohaterem opowieści o przyszłości. Właśnie w tym czasie pojawiają się też pierwsze roboty-zabawki. A osoby, które je projektują, korzystają z obrazów, które wcześniej powstawały w literaturze i ilustracji.
Robot w kulturze masowej
Kolejnym ważnym momentem był rok 1977 i premiera filmu Gwiezdne wojny, część IV: Nowa nadzieja. W świecie Gwiezdnych wojen pojawiają się dwa roboty, które szybko stają się ikonami popkultury: C-3PO i R2-D2.

C-3PO jest humanoidalny: ma głowę, ręce i nogi. Jego funkcją jest komunikacja i tłumaczenie języków. Dlatego jego forma przypomina człowieka. Ma nawet coś w rodzaju osobowości: jest uprzejmy, trochę nerwowy i bardzo gadatliwy. R2-D2 jest zupełnie inny. Ma cylindryczne ciało i trzy nogi. Nie przypomina człowieka. Naprawia statki, obsługuje systemy i komunikuje się sygnałami dźwiękowymi — jest robotem technicznym.

To zestawienie pokazuje ważną zasadę projektowania technologii: forma wynika z funkcji. Nie każdy robot musi wyglądać jak człowiek. (Nawiasem mówiąc, ja bardziej lubię R2-D2, ale to chyba wynika z jego ironicznego poczucia humoru.)
Dlaczego roboty były kanciaste?
Wiele zabawkowych robotów z lat 60. i 70. ma bardzo charakterystyczną formę. Składają się z prostych brył: prostopadłościanów, cylindrów i paneli z nadrukowanymi wskaźnikami. To nie przypadek.

Po pierwsze: była to estetyka epoki modernizmu i ery kosmicznej. Technologia kojarzyła się z panelami sterowania, kontrolkami i geometrycznymi formami. Po drugie, wynikało to z technologii produkcji. Wczesne formy plastikowe były prostsze, a geometryczne bryły łatwiejsze do wykonania.
Jest jeszcze trzeci powód — psychologiczny. Robot miał przypominać człowieka, ale jednocześnie być wyraźnie maszyną. Kanciaste kształty podkreślały tę różnicę.
Robot jako produkt
W naszej kolekcji można także zobaczyć późniejszy etap tej historii. Jednym z przykładów jest włoski robot Emiglio, który pojawił się na rynku w latach 90.
To już zupełnie inna generacja urządzeń. Emiglio potrafił reagować na polecenia z pilota, poruszać się po mieszkaniu i wchodzić w interakcje z użytkownikiem. W kolejnych modelach na jego twarzy pojawiały się również proste wyświetlacze.

Co ciekawe, kiedy kupowałem Emiglio do kolekcji, sądziłem, że będzie niewielki. Okazało się, że trafił do mnie niemal siedemdziesięciocentymetrowy „dziadek Emiglio”. To dobry przykład tego, jak szybko zmieniała się wizja robota – od prostej zabawki do domowego urządzenia.
Technologia dogania wyobraźnię… po 100 latach
Dziś zaczynają powstawać prawdziwe roboty humanoidalne. Firmy technologiczne rozwijają maszyny, które potrafią chodzić, przenosić przedmioty, a nawet współpracować z człowiekiem.

Roboty Boston Dynamics poruszają się z niezwykłą sprawnością, a projekty takie jak Optimus firmy Tesla próbują wprowadzać humanoidalne roboty do pracy w fabrykach. Osoby projektujące obecną i przyszłą technologię zaczynają realizować wizje, które przez dziesięciolecia istniały jedynie w literaturze i filmach.
Wyobraźnia projektuje przyszłość
Historia robotów pokazuje coś bardzo ciekawego. Najpierw pojawiła się wyobraźnia: dramat Čapka, opowieści Lema, filmy science fiction. Dopiero później po 100 latach pojawiła się technologia. Historia robotów będzie przypominać, że każda przyszłość zaczyna się od wyobraźni.
Jarek Bochiński
Członek zarządu Fundacji, doradca transformacji cyfrowych, dyrektor globalnych projektów technologicznych. Matematyk, kolekcjoner dizajnu – w tym zabawek i robotów z okresu PRL-u.