W latach 60. i 70. kolorowe szkło sodowe stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znaków polskiego wzornictwa. Ręcznie formowane w hutach, nasycone głębokimi barwami i światłem, łączyło rzemiosło z odwagą projektantów. Dziś te przedmioty są nie tylko świadectwem swojej epoki, lecz także przypomnieniem o świecie hut i mistrzów, który powoli odchodzi.

Czym jest kolorowe szkło sodowe?
Szkło sodowe należy do najpowszechniej stosowanych odmian szkła, ale w swojej barwnej postaci potrafi być materiałem wyjątkowym. Powstaje z prostych składników: piasku kwarcowego, sody i wapnia. Dzięki temu jest lekkie, łatwo się topi i dobrze poddaje obróbce. W hucie ma niemal płynną plastyczność – można je wydmuchiwać, rozciągać, formować, strzyc a przede wszystkim nasycać kolorem.
Barwa pojawia się w nim za sprawą niewielkich ilości tlenków metali. To one sprawiają, że szkło przybiera intensywne, często niemal świetliste odcienie. Kobalt nadaje mu głęboki błękit, miedź wprowadza różne tonacje zieleni, chrom buduje kolor szmaragdowy, mangan purpurę, a selen i kadm odpowiadają za żółcie i czerwienie. W ten sposób powstaje materiał, który nie tylko odbija światło, lecz także zdaje się je przechowywać w swojej strukturze.
Barwy epoki
Niektóre barwy były szczególnie cenione. Do najbardziej kosztownych należało szkło purpurowe, zwane rubinowym. W wielu krajach jego produkcja była ograniczona, ponieważ wymagała drogich i trudnych w użyciu odczynników. Podobnie było ze szkłami o głębokiej czerwieni czy z tzw. szkłem uranowym. Ich wytwarzanie było kosztowne i nieobojętne dla zdrowia hutników, dlatego w wielu hutach – zwłaszcza po drugiej stronie żelaznej kurtyny – z czasem z nich zrezygnowano.

Kolor w szkle można było osiągać na kilka sposobów. Najbardziej szlachetne jest szkło barwione w masie, w którym pigment przenika całą strukturę materiału. Dzięki temu kolor pozostaje trwały i nie zmienia się z upływem lat. Inną techniką było szkło obciągane – na kolorową formę nakładano warstwę szkła bezbarwnego lub odwrotnie. Powstawał w ten sposób efekt subtelnej głębi, szczególnie ceniony przy grawerowaniu i szlifowaniu, gdy spod barwnej warstwy zaczynało prześwitywać szkło bezbarwne – choć ta technika częściej była stosowana przy szkle kryształowym. W polskich hutach potrafiono nakładać nawet kilka takich warstw, choć była to technika trudna i kosztowna, ponieważ w trakcie produkcji powstawało wiele odpadów.
Szkło sodowe przez dziesięciolecia służyło zarówno wytwórstwu artystycznemu, jak i produkcji przedmiotów codziennych. W polskich hutach potrafiono jednak wykorzystywać je także w bardziej wyspecjalizowany sposób. W Hucie Jasło produkowano na przykład szkło witrażowe, które do dziś stosuje się przy konserwacji historycznych okien w kościołach i zabytkowych budowlach.
Złota era polskiego szkła
Kolorowe szkło sodowe dawało projektantom niezwykłą swobodę pracy z formą i światłem. W latach 60. i 70. szczególną rolę odegrał tu Zbigniew Horbowy, który spopularyzował szkło silnie nasycone barwą – często nietransparentne, barwione w masie. W jego projektach kolor przestawał być dodatkiem. Stawał się głównym bohaterem formy, pozwalając ograniczyć dekorację do minimum i wydobyć czystość kształtu.
Wiele z tych postaw twórczych wyrastało ze środowiska wrocławskiej uczelni artystycznej, gdzie od połowy XX wieku rozwijała się jedna z najważniejszych w Europie szkół projektowania szkła, a Zbigniew Horbowy był profesorem.

W podobnym duchu pracowało wielu twórców związanych z polskim wzornictwem szkła: Ewa Gerczuk-Moskaluk, Wiesław Sawczuk, Czesław Zuber, Kazimierz Krawczyk, Jan Sylwester Drost, Lucyna Pijaczewska, Stefan Sadowski czy Eryka Trzewik-Drost, Wiesław Krysiak, Tasios Kriazopoulos, Witold Turkiewicz i wielu innych. Ich projekty powstawały zawsze w ścisłej współpracy z hutnikami. W szkle pomysł projektanta nigdy nie wystarcza sam w sobie – jego ostateczny kształt zależy również od doświadczenia mistrza stojącego przy piecu.
Mistrzowie pieca
To on wydmuchuje formę z rozgrzanej masy, obraca ją na piszczeli, nadaje kształt w drewnianych kopytach, modeluje powierzchnię narzędziami – wszystko w temperaturze przekraczającej tysiąc stopni. Obok pracy wolnej funkcjonowało także dmuchanie szkła w formy grafitowe lub żeliwne, które później często uzupełniano ręcznym opracowaniem.
Do tej tradycji nawiązuje także młodsze pokolenie projektantów i projektantek – między innymi Agnieszka Bar, Katarzyna Hałas, Edyta Brańska, Monika Rubaniuk czy Aleksandra Kujawska – które nadal poszukuje nowych relacji między kolorem, przejrzystością i fakturą szkła.
Szkło jako rzeźba – niedoceniony rozdział polskiej sztuki
Dla wielu twórców szkło nie jest jedynie materiałem użytkowym. Coraz częściej staje się tworzywem rzeźbiarskim. W tym obszarze pojawiają się zarówno artyści związani z wcześniejszymi generacjami polskiej sztuki szkła, jak i twórcy działający współcześnie.
Wystarczy wspomnieć realizacje takich artystek i artystów jak Małgorzata Dajewska, Agnieszka Leśniak-Banasiak, Marta Klonowska, Stanisław Borowski, Ludwik Kiczura czy Jerzy Słuczan-Orkusz, Czesław Zuber, Wiesław Krysiak. W ich pracach szkło przestaje być jedynie materiałem użytkowym – staje się medium rzeźbiarskim, które pozwala pracować jednocześnie z formą, przestrzenią i światłem.
Paradoks
I tu pojawia się pewien paradoks. Rzeźba wykonywana w szkle wciąż bywa traktowana osobno – jakby należała do innej kategorii niż rzeźba w kamieniu, metalu czy drewnie. Wystawy poświęcone rzeźbie rzadko obejmują obiekty szklane; częściej pokazywane są one na ekspozycjach szkła lub dizajnu. Wydaje się jednak, że jest to raczej luka kompetencyjna historyków sztuki i kuratorów niż rzeczywista różnica artystyczna. Bez tych realizacji obraz polskiej rzeźby pozostaje bowiem niepełny.

Upadek hut i koniec epoki
Dziś huty, w których powstawały szklane arcydzieła, niemal całkowicie zniknęły z mapy polskiego przemysłu. Zamknięcie Huty Sudety w Szczytnej, Huty Barbara w Polanicy-Zdroju, Hortensji w Piotrkowie Trybunalskim czy restrukturyzacja Huty Krosno oznaczały symboliczny koniec epoki, w której barwione szkło sodowe wytwarzano na dużą skalę.
Złożyło się na to wiele przyczyn. Rosły koszty produkcji, zmieniały się oczekiwania rynku, a wraz z transformacją gospodarczą zmieniła się także estetyka codziennych przedmiotów. W latach 90. rynek zdominowała produkcja masowa. Huty coraz częściej wytwarzały przedmioty proste i bezbarwne, podporządkowane zamówieniom wielkich odbiorców. Dobrym symbolem tej zmiany stały się setki tysięcy szklanek do piwa produkowanych dla rozwijających się browarów i nowych pubów.
Obecnie jedynie nieliczni rzemieślnicy i artyści kontynuują pracę z kolorowym szkłem sodowym, często w małych warsztatach lub manufakturach, a ich produkcję trudno nazwać masową.
W takiej rzeczywistości intensywnie barwione szkło, wymagające większego nakładu pracy i droższych surowców, zaczęło znikać z produkcji. Nawet tam, gdzie huty nadal funkcjonują, „kolorowa” produkcja bywa dziś ograniczana. Równocześnie coraz trudniej znaleźć mistrzów hutniczych, którzy posiadają wiedzę przekazywaną przez pokolenia.
W tej sytuacji zachowane kolekcje polskiego szkła z lat 60., 70. i 80., a także z okresu transformacji lat 90. nabierają szczególnego znaczenia. Są świadectwem świata hut, projektantów i mistrzów pracy przy piecu – świata, który w dużej mierze już zniknął. A jednocześnie pozostają wciąż niedocenione na rynku sztuki i dizajnu.
Czy polskie szkło kolorowe może jeszcze wrócić?
Współczesne wzornictwo coraz częściej wraca do rzemiosła i materiałów, które niosą ze sobą historię miejsca oraz umiejętności przekazywane przez pokolenia. W tym kontekście powrót do produkcji szkła barwionego w Polsce nie byłby jedynie nostalgicznym gestem. Mógłby stać się twórczym rozwinięciem dawnego kunsztu i jego przeniesieniem w obszar współczesnych projektów wnętrzarskich i artystycznych.

Szkło sodowe pozostaje materiałem o niezwykłym potencjale. Dzięki swojej przejrzystości i barwie reaguje na światło w sposób, którego nie da się zastąpić innym tworzywem. Kolor nie tylko pokrywa powierzchnię przedmiotu – przenika go, zmienia się wraz z otoczeniem i porą dnia.
Możliwe więc, że zainteresowanie tym materiałem dopiero powraca. Najmłodsze pokolenie projektantów coraz śmielej sięga po kolor, traktując go jako przeciwwagę dla zglobalizowanej i ujednoliconej estetyki współczesnych ujednoliconych przedmiotów.

Polskie szkło barwione wciąż ma więc szansę na renesans – ale tylko wtedy, gdy spotkają się projektanci gotowi pracować z tym wymagającym materiałem, hutnicy oraz producenci, którzy zechcą podtrzymać trudną sztukę pracy przy piecu. Na razie pozostają nam dawne realizacje – przedmioty z lat 60., 70. i późniejszych dekad, które przetrwały jako świadectwo tej tradycji. Być może to właśnie one okażą się nie tylko pamiątką minionej epoki, lecz także początkiem jej nowego rozdziału.
Beata Bochińska
Historyczka sztuki, prezeska Fundacji Bochińskich, specjalistka zarządzania wzornictwem i prognozowania trendów stylistycznych, autorka książek, raportów, kuratorka festiwali i wystaw, jurorka konkursów projektowych. Była prezesa IWP i wykładowczyni SGH, UW. Prywatnie kolekcjonerka wzornictwa z obszaru Europy Środkowej i Wschodniej zza żelaznej kurtyny.