Nowe otwarcia magazynów muzealnych zmieniają sposób, w jaki zwiedzamy kolekcje – od Rotterdamu, przez Londyn po Warszawę i Gdynię.
Międzynarodowa Rada Muzeów (ICOM) od kilku lat coraz wyraźniej akcentuje konieczność otwierania muzeów na nowe formy dostępności. Chodzi nie tylko o programy edukacyjne czy inkluzywność, ale o coś znacznie bardziej fundamentalnego: udostępnianie zbiorów, które od dekad pozostają w magazynach. Skala jest ogromna — szacuje się, że nawet 80–90% muzealnych kolekcji nigdy nie trafia na ekspozycje stałe.
ICOM, m.in. poprzez działania popularyzatorskie i rekomendacje, jasno wskazuje, że magazyn nie powinien być wyłącznie zapleczem technicznym. Może stać się aktywną przestrzenią wiedzy, badań i doświadczenia.

Depot Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie – elewacja budynku pierwszego na świecie muzeum – magazynu otwartego dla zwiedzających Foto: Beata Bochińska
Otwarte magazyny w praktyce: Rotterdam i Londyn
Najbardziej spektakularnym przykładem jest Depot Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie — pierwsze na świecie muzeum-magazyn dostępne dla publiczności. Przechowywanych jest tam ponad 155 tysięcy obiektów, ułożonych według materiałów i technologii. Zwiedzający poruszają się między regałami, zaglądają do pracowni konserwatorskich i obserwują muzeum „od kuchni”. Futurystyczna architektura budynku, odbija miasto w jego elewacji i jasno podkreśla tym samym idęę własności kolekcji, która należy do mieszkańców. Pobyt w tym giga-magazynie rezerwuje się kupując bilet, spędza się w nim godziny spotykając się ze znajomymi i dyskutując o tym co się widziało na przykład w świetnym bistro lub ogrodzie na dachu budynku. Przed nim na pokaźnym placu oraz na lśniącej elewacji odbywają sie pokazy, mappingi i wiele działań plenerowych. To miejsce zdecydowanie przestało kojarzyć się z nudnym rzędem regałów, a stało się spotem- miejscówką, do którego ciągna setki tysiący odwiedzających to portowe miasto.

Depot Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie – pierwszy na świecie muzeum -magazyn otwarty dla zwiedzających Foto: Beata Bochińska
Podobną drogą idzie V&A East Storehouse w Londynie, które udostępnia publicznie ponad 250 tysięcy obiektów, setki tysięcy książek i archiwów. Co istotne, funkcjonuje tam system Order an Object — umożliwiający indywidualne spotkanie z wybranym obiektem. To radykalna zmiana relacji między muzeum a odbiorcą: więcej zaufania, więcej transparentności, więcej realnego kontaktu z przedmiotem. Muzea przestały być świątyniami z kuratorami w roli wtajemniczonych kapłanów, dzisiaj są otwartymi, przyjaznymi przestrzeniami edukacji i wartościowego spędzania czasu. Przyznam, że nie mogłam uwierzyć w taką otwartość i zapisałam się na zwiedzanie i spotkanie z obiektem – Brexit, nie Brexit, a ja muszę kilka rzeczy zobaczyć na własne oczy w magazynach Victoria & Albert Museum, więc stolica UK na mojej liście w tym roku.
Gdynia: magazyn jako pole eksperymentu kuratorskiego
Ten sposób myślenia bardzo ciekawie wybrzmiał także w Polsce. W Muzeum Miasta Gdyni wystawa „To nie jest magazyn”, przygotowana przez Katarzynę Gec-Leśniak, pokazała zaledwie 500 obiektów wydobytych z magazynów muzealnych – to pierwszy krok do otwierania się muzeum zgodnie z wytycznymi ICOM-u. Kuratorka potraktowała magazyn nie jako zaplecze, lecz jako pełnoprawną narrację wystawienniczą. Chętnych do zobaczenia tego eksperymentu nie brakowało!
Projekt został doceniony — młoda, zdolna kuratorka otrzymała wyróżnienie z okazji Dnia Muzealnika za kreatywność i konsekwencję kuratorską. To ważny sygnał: apetyt na to, co ukryte, rośnie w miarę jedzenia, a publiczność chce oglądać nie tylko „hity”, lecz także zaplecze kolekcji i proces muzealnej pracy. To wątek, który aż prosi się o dalsze odsłony.
Warszawa: magazyny wzornictwa przy Puławskiej

Skrzynie z zapakowaną kolekcją zakupioną przez Muzeum Narodowe w Warszawie; Studio Fundacji Bochińskich w Gdyni, Foto: Jarek Bochiński
Kolejnym polskim krokiem będzie otwarcie Magazynów Zbiorów Wzornictwa Muzeum Narodowego w Warszawie! W zakupionym budynku przy ul. Puławskiej trwają prace przygotowawcze, a kuratorka kolekcji Anna Maga wraz z zespołem opracowuje program funkcjonalny i koncepcję działań magazynowych. To jedna z najbardziej wyczekiwanych inwestycji muzealnych w obszarze dizajnu w Polsce. Każdy kto interesuje się wzornictwem z pewnością wybierze się tam tak szybko, jak tylko się da.

Pracownicy Muzeum Mazowieckiego w Płocku w trakcie pakowania kolekcji szkła w studio Fundacji Bochińskich, FOTO: Beata Bochińska
Kolekcje, które powinny być widoczne
W tym kontekście szczególnie istotne są nowe nabytki muzealne, które będą udostępniane szerokiej publiczności. Miło nam donieść, że Muzeum Narodowe w Warszawie zakupiło od nas bogatą kolekcję polskiej porcelany i ceramiki produkowanej w polskich fabrykach od lat 50 do 80 (m.in. Ćmielów, Chodzież,Tułowice, Bogucice, Mirostowice, Pruszków, Wałbrzych) Ta kolekcja uzupełni lukę w zbiorach, które w większości stanowiły prototypy i unikaty, a projekty realnie trafiające do sklepów w okresie PRL-u nie były w zbiorach reprezentowane, co powodowało, że obraz polskiego wzornictwa był niepełny i w pewnym sensie zaburzony. Muzeum Mazowieckie w Płocku zakupiło również z naszej kolekcji w tym samym roku szkło prasowane, unikatowe i ręcznie formowane sodowe, czyli przykłady zarówno produkowanych przedmiotów autorstwa najlepszych polskich projektantów, jak i eksperymenty między innymi z lat 90. Liczymy, że te zbiory znajdą swoje miejsce nie tylko w skrzyniach do przechowywania, lecz także w otwartych magazynach i ekspozycjach stałych, stając się częścią żywej opowieści o historii polskiego dizajnu. W ten sposób nasza kolekcjonerska pasja zyska głębszy sens i pozwoli odwiedzającym zapoznać się z pełnym obrazem naszego wzornictwa. Pewnie zdajecie sobie sprawę jak się cieszymy z takich decyzji i zmian zachodzących w muzeach.

Magazyn Muzealny Depot Boijmans Van Beuningen w Rotterdamie, FOTO: Beata Bochińska
Otwarte magazyny nie są chwilową modą. To zmiana paradygmatu — od muzeum zamkniętego ku muzeum, które dzieli się tym, co przez lata było ukryte. A przedmioty, jak wiadomo, najlepiej opowiadają swoją historię wtedy, gdy można je zobaczyć z bliska.
Beata Bochińska
Historyczka sztuki, prezeska Fundacji Bochińskich, specjalistka zarządzania wzornictwem i prognozowania trendów stylistycznych, autorka książek, raportów, kuratorka festiwali i wystaw, jurorka konkursów projektowych. Była prezesa IWP i wykładowczyni SGH, UW. Prywatnie kolekcjonerka wzornictwa z obszaru Europy Środkowej i Wschodniej zza żelaznej kurtyny.