Modernizm nie był opakowaniem. Był komunikatem. W Gdyni brzmiał jasno: jesteśmy nowocześni. I nie chodziło o gest czy efektowną formę, lecz o sposób myślenia o codzienności. Nowoczesność rozumiana jako wygoda, funkcjonalność, brak zbędnych gestów i egalitarność. Architektura miała porządkować życie — nie dominować nad nim.

Modernizm w Gdyni – architektura jako komunikat
Jak w Tel Awiwie, tak i w Gdyni, modernizm zapisał się w jasnych fasadach i prostych bryłach budynków przypominających statki. Z kapitańskimi mostkami zamiast balkonów, z portalami, które swoją czystą geometrią wprowadzały porządek już na wejściu. Zachwycały detale: klatki schodowe pełne światła, klamki, wywietrzniki, włączniki czy skrzynki na listy. One zapowiadały wnętrza mieszkan — zaprojektowane logicznie, bez zbędnych ozdobników, za to z dużą uważnością na komfort mieszkańców.

Modernistyczne mieszkania – funkcja, światło, logika
Modernistyczne mieszkania miały często zaokrąglone narożniki w pokojach, charakterystyczne okna zwane termometrami, parkiety układane w jodełkę i rózne funkcjonalne rozwiązania, które w momencie powstania uchodziły za przejaw najwyższej nowoczesności — szczególnie w kuchniach i łazienkach. Pomieszcenia były wysokie, jasne, przewiewne. Ich układ odpowiadał rytmowi życia domowników, a dwuskrzydłowe drzwi pozwalały łączyć pokoje w większe, elastyczne przestrzenie. Nic przypadkowego, wszystko podporządkowane codzienności.

„Współczesna adaptacja takich wnętrz nie polega na ich „odświeżeniu”. Wymaga zrozumienia, co stanowi o ich sile — i gdzie można ingerować, nie naruszając charakteru modernizmu. To nie jest praca efektowna, raczej precyzyjna.”
Mieszkanie dyrektora banku – podział, który zadziałał
Opisywane mieszkanie było pierwotnie mieszkaniem dyrektora banku — dużym, reprezentacyjnym, zaprojektowanym z rozmachem. Z czasem zostało podzielone na dwa mniejsze lokale – każdy około od 80 do 100m/kw. Zadanie nie należało do łatwych: mniejszy metraż, więcej funkcji, wyższe oczekiwania współczesnego życia. A jednak projektantka wygrała z materią. Dzisiejsze wnętrze sprawia wrażenie kompletnej całości — takiej, jakby zawsze było zaprojektowane w tej skali. Odnaleziony w ścianie sejf jest wisienką na torcie przypominającą, że mieszkali tu ludzie z krwi i kości.

Adaptacja modernizmu do współczesnego życia
Udało się zmieścić wszystko: wygodne strefy dzienne, garderobę, spiżarnię, rozbudowane miejsca do przechowywania. Co więcej — te „dodatkowe” funkcje nie są przypadkowym dopiskiem, lecz tworzą nowy, ciekawy układ funkcjonalny i architektoniczne formy, które porządkują przestrzeń. Nic niczego nie udaje, nic nie krzyczy. Łazienki są jednocześnie funkcjonalne i eleganckie. To przestrzenie regeneracji — szczególnie ważne dla domowników prowadzących aktywny tryb życia, ba! uprawiających sporty wodne. Komfort nie jest tu luksusem, lecz naturalnym elementem dobrze zaprojektowanego domu ludzi aktywnych.

„Wbrew stereotypom modernizm tamtego czasu nie był chłodny. Choć korzystał ze szkła i metalu, nie rezygnował z drewna, szlachetnych oklein, tkanin i dzieł sztuki. To one budowały ciepło i domowy charakter, nie odbierając wnętrzom czystej i oszczędnej elegancji. Ten balans został tu zachowany.”
Projekt w pełni wykorzystuje potencjał przedwojennej architektury: wielkie okna doświetlające codzienność, wysokie sufity, które optycznie powiększają przestrzeń. Przechowywanie zostało zaprojektowane z rozmachem, ale i dyscypliną — ukryte, czyste w formie, stanowi idealne tło dla mebli, książek i przedmiotów z historią – dla dizajnu lat 30., 50. i 60. oraz współczesnej sztuki i strannie zaprojektowanych przedmiotów.
Dizajn i detal
Mocnym akcentem są autorskie lampy zaprojektowane wcześniej przez architektkę dla firmy KASPA, która je już sprzedaje. Wykonywane z rodzimej białej i czarnej gliny (tzw. siwaki) Ceramika — materiał bliski, ciepły — doskonale współgra z modernistyczną prostotą. Jej obecność powtarzają wazy i naczynia, które wprowadzają do wnętrz miękkość i spokój. Gabinet z kolei buduje swój charakter poprzez proste fotele biurowe i biurka z giętych metalowych rurek oraz korpusów i blatów z czeczoty — bez nostalgii, za to z wyczuciem odnoszącym się do stylistyki Bauhausu.

Ponadczasowe wnętrza zamiast trendów

Adaptowanie mieszkań modernistycznych to sztuka wyboru. Łatwo ulec modom i gotowym rozwiązaniom, które dobrze wyglądają na zdjęciach. Trudniej stworzyć wnętrze, które naprawdę współgra z architekturą i życiem mieszkańców. Projekty ponadczasowe nie są banalne ani oczywiste — wymagają odważnych decyzji i konsekwencji.

Każda taka realizacja ratująca i przywracająca dawną architekturę ma sens. Może warto częściej przyjrzeć się miejscom, w których mieszkamy, i zamiast je „poprawiać”, wydobyć to, co od początku było w nich najmocniejsze. To wystarczy. I działa.
Beata Bochińska
Historyczka sztuki, prezeska Fundacji Bochińskich, specjalistka zarządzania wzornictwem i prognozowania trendów stylistycznych, autorka książek, raportów, kuratorka festiwali i wystaw, jurorka konkursów projektowych. Była prezesa IWP i wykładowczyni SGH, UW. Prywatnie kolekcjonerka wzornictwa z obszaru Europy Środkowej i Wschodniej zza żelaznej kurtyny.