Nowa
Jarek Bochiński
2026

Eksperymentuj albo przegrywaj. O skarbie z czeskich starożytnosti.

Wróć do listy aktualności
Nowa
Jarek Bochiński
2026

Eksperymentuj albo przegrywaj. O skarbie z czeskich starożytnosti.

Drewniany model żaglówki regatowej Mišina z lat 70tych – z błękitną burtą i elegancką, sportową sylwetką – kupiliśmy „po drodze”, w czeskich “starožitnosti’ach” w niewielkim Náchodzie. Wtedy jeszcze nie rozumieliśmy, dlaczego naszemu 9-letniemu synkowi wpadła w oko. Później okazało się, że ten skarb ma nie tylko piękny dizajn, ale historia tego modelu przekazuje ważną lekcję o projektowaniu: wygrana bierze się z eksperymentu

Drewniany model żaglówki o smukłym kadłubie w turkusowo-czerwonych barwach, z dużymi fioletowymi żaglami, ustawiony na tle gładkiej, ciemnoszarej ściany.
Model żaglówki Mišina RC klasa F5 -10,  Fot. A. Kotkiewicz

Każdy obiekt w naszej kolekcji ma swoją historię 

Za każdym obiektem w naszej kolekcji stoi jakaś historia. Czasem jest to historia miejsca, człowieka, czyjegoś gustu, a czasem – całkiem nieoczekiwanie – mała lekcja życiowa. Ze smukłą ceschsłowacką Mišiną jest podobnie. Kupiliśmy ją po drodze, w czeskich starožitnostiach w Nachodzie, najpierw widząc po prostu piękny przedmiot: drewniany kadłub, błękitna burta, smukła sylwetka i sportowy rys – dla rodziny żeglarzy sam smak!

Zbliżenie na fragment modelu żaglówki: drewniany pokład i maszt, napięte linki oraz dolna krawędź fioletowego żagla; widoczny turkusowy kadłub z cienkim czerwonym pasem.
Zbliżenie na model żaglówki Mišina RC klasa F5 -10,  Fot. A. Kotkiewicz

Potrafię to docenić bo sam żegluję na nieco większych, drewnianych 100 – letnich oldtimerach. Kto nie płynął ten nie zrozumie co znaczy machoniowe wykończenie pokładu i poczucie, że ludzka ręka nadała mu kształt. Po przyjeździe do domu zaczęliśmy eksplorować historię skarbu, szukając odpowiedzi na coraz ciekawsze pytania: skąd taka żaglówka w Czechach, kraju bez morza? I właściwie: co to jest za model, i czy brał udział w prawdziwych regatach tych niewielkich jednostek?  

Ten model nie wziął się w Czechach znikąd.  

W Czechach i Czechosłowacji zorganizowane żeglarstwo oraz regaty modeli żaglowych mają długą historię. Český Yacht Klub powstał w 1893 roku, a czeski sport żeglarski i modelarski bujnie wzrastał w kolejnych latach dzięki rozwijającej się kulturze technicznej.  

Czarno-białe zdjęcie archiwalne przedstawiające chłopców i mężczyzn stojących w płytkiej wodzie, trzymających modele żaglówek podczas zawodów modelarskich; w tle widać uczestników i widzów na brzegu.
Narodowe Mistrzostwa Pionierów w Modelarstwie Statków. Węgry, Balatonszemes, 1968. Fot. Fortepan / MHSZ

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku regaty modeli żaglowych były niszowym, ale szybko rosnącym międzynarodowym hobby, skupiającym kilkanaście tysięcy aktywnych pasjonatów na świecie, zorganizowanych w klubach, stowarzyszeniach i klasach regatowych. W 1970 roku w USA powstało stowarzyszenie American Model Yachting Association, a pierwsze światowe mistrzostwa modeli sterowanych radiem w odbyły się w Gosport w Anglii w 1975 r. Udział modeli z Czechosłowacji (CSRR) odnotowany jest Mistrzostwach Europy NAVIGA klas F5, które odbyły się w 1980 roku na Węgrzech. 

Węgry,
Jezioro Balaton,
Tihany
Staw, bezpłatna plaża.
Węgry, Jezioro Balaton, Tihany,1964 Fot. Fortepan / MHSZ

To właśnie z lat 70-80 najpewniej pochodzi nasza Mišina, gdyż właśnie w tym okresie w konstrukcjach modeli sterowanych radiem, czyli RC – Radio Controlled, dominowały drewno i lakierowana sklejka, od lat 90-tych stopniowo zastępowane przez laminaty, a następnie karbon i inne materiały syntetyczne, nie tylko w kadłubie ale także w ożaglowaniu. Jak widać odrobiliśmy lekcję poznając konkrety.  

Zbliżenie na model żaglówki Mišina RC klasa F5 -10,  Fot. A. Kotkiewicz

Ten Rater: klasa stworzona do eksperymentowania 

Mišina to Ten Rater / F5-10, czyli model regatowej klasy największych modeli żaglowych sterowanych radiem. I to klasy szczególnej, bo specjalnie wymyślonej po to, by zapaleńcy mogli eksperymentować. Materiały międzynarodowej organizacji modelarstwa okrętowego NAVIGA opisują klasę F5-10 jako „największe jachty w regatach modeli, o eleganckich proporcjach i bardzo dużym potencjale prędkości”. 

Początek wyścigu jachtów zabawkowych, Cent’l [Central] Park, 1910. Bain News Service, Wikimedia Commons.

O przynależności do klasy Ten Rater nie decyduje narzucony kształt kadłuba czy rozmiar, ale proporcja długości linii wodnej i powierzchni żagli.

Reszta projektu pozostaje otwarta. Dzięki temu projektant może sprawdzać różne kształty i proporcje kadłuba, układy ożaglowania i rozwiązania konstrukcyjne, szukając przewagi, ale także sportowej elegancji, właśnie dzięki eksperymentom.  

Czy to nie jest superciekawe? Taki prosty, a jednocześnie efektywny pomysł stymulujący kreatywność i dający pole do popisu dla wyobraźni zgodnie z regulaminem.

Eksperyment jako (jedyna) droga do lepszego rozwiązania 

Tak, tak warto zauważyć, że eksperyment to nie jest chaos, tylko zaplanowany sposób dochodzenia do lepszego rozwiązania. Warto tak na niego patrzeć i “ułożyć” we własnym procesie projektowania, tego czym się zajmujemy. A projektujemy wszyscy bardzo wiele zarówno prywatnie – np. wystrój własnych wnętrz – jak i zawodowo od przedmiotów po usługi.  

Dzieci bawią się łodziami w jednym ze stawów Jardin du Luxembourg, 1948, Fot. Willem van de Poll. Wikimedia Commons

Harvard Business Review podaje przykład Booking.com, które prowadzi 25 tysięcy eksperymentów rocznie, testując „na żywo” różne wersje interfejsu, komunikatów, ścieżek rezerwacji czy funkcji produktu, by zobaczyć, które działają najlepiej. To wielka inwestycja ale dzięki niej Booking jest niezrównany w dopasowywaniu noclegów do potrzeb.  

Według raportu Mastercard „State of Business Experimentation 2024” połowa wdrożeń nowych funkcjonalności nie osiąga oczekiwanego efektu. Ale uwaga, to nie jest argument przeciw eksperymentowaniu, tylko za nim: wiele założeń okazuje się nietrafnych, i dlatego warto podejmować jak najwcześniejsze eksperymenty, gdy jeszcze błąd nie jest kosztowny. Czesi to wiedzieli i dlatego pozwalali dopasowywać tę piekną żaglówkę do potrzeb.

Trzeba umieć powiedzieć: robimy eksperyment 

W Fundacji Bochińskich na początku każdego projektu mówimy wprost: to będzie eksperyment – niezależnie od tego, czy chodzi o nowy festiwal, wystawę, publikację czy inny projekt. W taki sposób możemy z czystym sumieniem robić to czego inni jeszcze nie zrobili.

Design Challenge zorganizowany przez naszą Fundację w trakcie Bydgoskich Dni Projektowych, 2022. Fot. Julia Karczewska

Tak pracujemy w zespole, także ze stażystami / stażystkami i wolontariuszami / wolontariuszkami: wymyślamy, próbujemy, uczymy się po drodze, poprawiamy. Każdemu i każdej wolno się pomylić, wolno zrobić coś słabiej, inaczej niż planowaliśmy. Rozmawiamy o tym, pomagamy sobie, a końcowe efekty najczęściej przekraczają nasze najśmielsze oczekiwania.  

W projektowaniu nie da się prawdziwie wygrać bez gotowości do próby, korekty i ryzyka błędu. „Eksperymentuj albo przegrywaj” jest moją świadomą parafrazą nieoficjalnego hasła francuskiej Legii Cudzoziemskiej „Marche ou crève” – „maszeruj albo giń”.  

Drużyna nagrodzona Nagrodą Specjalną „Nasza Bydgoszcz” Design Challenge w trakcie Bydgoskich Dni Projektowych, 2022. Fot. M. Hordowicz

Tego właśnie uczy czechosłowacka Mišina: nie wystarczy dobra wizja. Trzeba stworzyć warunki, w których można ją sprawdzić — i mieć odwagę ją zmienić. Efekty są zadziwiające, a żaglówka przywieziona i upchana pod sufitem samochodu zawsze nam o tym przypomina.

Zdjęcie w tle: Węgry, Jezioro Muce, 1968. Fot. Fortepan / MHSZ

Jarek Bochiński
Członek zarządu Fundacji, doradca transformacji cyfrowych, dyrektor globalnych projektów technologicznych. Matematyk, kolekcjoner dizajnu – w tym zabawek i robotów z okresu PRL-u. Uwielbia żeglować na old-timer’ach i spacerować nad Gdyńskim wybrzeżem.